piątek, 23 października 2020

zmieniam się

zmieniam się

tak jak wszystko w moim życiu się zmieniło

Który to już raz? Który to już ja?

Uświadomiłam sobie, że znowu się zmieniłam. Strasznie zmiękłam, a do tego mój słomiany zapał jest jeszcze gorszy. Tułam się od jednej motywacji do drugiej. 

Przed chwilą czytałam jakieś swoje posty sprzed dwóch lat, gdzie stwierdziłam, że pisanie jest moją pasją i że kocham czytać. 

Dzisiaj zrywam się z polskiego, bo tysięczny raz nie przeczytałam lektury, dwa tygodnie temu zerwałam się, bo było wypracowanie klasowe. 

Ciągle łatwiej mi po prostu uciec. 

Nic mi się nie chce, nie chce mi się żyć. Jestem już po prostu zmęczona.

Zaraz matura, a ja dziwnie jej nie czuję i mam na nią wywalone. 

J a k  j a  m a m  n o r m a l n i e   ż y ć ?

I jedyne, co mnie interesuje, to żeby mieć pieniądze i pozwolenie (także pandemiczne) żeby móc jechać 200 km dalej do mojego chłopaka, żeby było mnie stać na palenie i skórki w League of Legends. 

A, no i na piwo. 

Tak się bawię, odkąd skończyłam 18 lat.

Nie no, nie bawię się. W ogóle.

Przypomniało mi się, jak mówiono mi, że czas liceum i studiów jest najlepszy w życiu. Ha, ha, ha. Obśmiałam się. Od pierwszej klasy liceum jest ze mną tylko coraz gorzej. A studiów boję się jak ognia. Nie mam już siły na naukę. I jest tylko gorzej, naprawdę. 

Tak naprawdę subiektywna opinia kogoś, że ten czas w ludzkim życiu jest taki wspaniały, powinna być dla mnie wybitnie nieważna. 

Chyba nie mam większych perspektyw na życie. 



Dlatego często myślę o samobójstwie, bo ucieczka kusi za bardzo.


 


sobota, 15 lutego 2020

"Vinur, vinur sært tú meg? / Gangi her í tokuni"

"(...)Vinur, vinur sært tú meg? 
 Gangi her í tokuni (...)"
[Przyjacielu, przyjacielu, widzisz mnie?
Wędrującą tu, we mgle] 
|Eivør - Í Tokuni|
Wydaje mi się, że wybrałam złą drogę i się zgubiłam. Ale która z nich na rozwidleniu byłaby tą dobrą? Czy któraś z nich sprawiłaby, że nie miałabym na rękach własnej krwi? Mogę się tylko zastanawiać. Jestem w miejscu, w którym jestem, prawdopodobnie jest już za późno i odwrotu może nie być. Mogę iść tylko do przodu.

Ale czy tak właściwie zmierzam do przodu? 

W pewnym momencie uświadomiłam sobie, że stoję w miejscu. Mimo tego, że wiele się zmieniło, choćby od mojego ostatniego posta, choćby w przeciągu roku, dwóch lat. Ja też się zmieniłam, wiem to. Ale zdaje się, mimo wszystko, że utknęłam w martwym punkcie.
Mogę to zmienić. Mogę wystrzelić do przodu, tak po prostu zacząć wdrażać w życie nowości i ulepszenia... 

Nie mam na siebie pomysłu. Nie mam siły. Kiedy jest gorzej i myślę o tym, że tak mogłoby wyglądać moje życie, zaczynam marzyć o sznurze, jakby nie było już dla mnie żadnego ratunku, żadnej nadziei. 

"Ale dokąd pójdę, jeśli zgubię samą siebie?"

Sumire, przybrałam to samo imię, co Ty, jakbym wiedziała, że zadam sobie to samo pytanie. 
Odpowiedzi nie ma. Nie mogę przewidzieć siebie, jeżeli nie poznaję odbicia w lustrze. Patrzę sobie w zimne oczy i widzę rozpalone szaleństwo, zamiast spokoju i pewności tego, że jutro nadejdzie i że je pokonam... ale co, jeśli to jutro pokona mnie? 

nigdy dzień dobry
zawsze 
do widzenia