14 maja 2019
Księżyc ostatnio zdaje się towarzyszyć mi coraz częściej. Kiedy zerknę na niebo, ten na nim jaśnieje.
Powoli zaczynam się z nim utożsamiać i reflektuję się, czy on naprawdę jest taki okropny, jak mi się od jakiegoś czasu wydawało?
Księżyc ostatnio zdaje się towarzyszyć mi coraz częściej. Kiedy zerknę na niebo, ten na nim jaśnieje.
Powoli zaczynam się z nim utożsamiać i reflektuję się, czy on naprawdę jest taki okropny, jak mi się od jakiegoś czasu wydawało?
Dociera do mnie, że jesteśmy tacy sami.
Nieustannie krążymy wokół ziemskich namiętności i zbolałych ludzkich oczu.
Jesteśmy dziećmi nocy i kiedy znikamy za horyzontem, nocą niebo robi się puste. Spadamy za linię widnokręgu, by ukazać się z innej strony.
Dla mnie każda noc w moim nastoletnim życiu wiąże się z upadkiem poza granice widoczności, które są moim limitem w tym miejscu na mapie świata.
Nieustannie krążymy wokół ziemskich namiętności i zbolałych ludzkich oczu.
Jesteśmy dziećmi nocy i kiedy znikamy za horyzontem, nocą niebo robi się puste. Spadamy za linię widnokręgu, by ukazać się z innej strony.
Dla mnie każda noc w moim nastoletnim życiu wiąże się z upadkiem poza granice widoczności, które są moim limitem w tym miejscu na mapie świata.
Z jakiegoś powodu jestem właśnie jak Księżyc.
Odbijam, niczym lustro, światło mojego ziemskiego Słońca, a kiedy ono zachodzi, nastaje noc. Wtedy zaczynam emitować skradziony blask.
Odbijam, niczym lustro, światło mojego ziemskiego Słońca, a kiedy ono zachodzi, nastaje noc. Wtedy zaczynam emitować skradziony blask.
I ja i Księżyc jesteśmy złodziejami.
Trochę jak Prometeusz, ale zabieramy zasoby Heliosa tylko dla siebie samych, a inni korzystają z tego przypadkiem.
Trochę jak Prometeusz, ale zabieramy zasoby Heliosa tylko dla siebie samych, a inni korzystają z tego przypadkiem.
Teraz, kiedy pada deszcz i nie widzę Słońca od paru dni, w niejakim żalu siadam nad kartką papieru z piórem w ręce. Chociaż ta niewrażliwa, kamienna część mnie, czuje się z tym obojętnie.
I choć jest już noc i nie tęsknię za jasnością dnia, to brakuje mi w tym ciemnym czasie zwyczajnego ciepła.
I choć jest już noc i nie tęsknię za jasnością dnia, to brakuje mi w tym ciemnym czasie zwyczajnego ciepła.
Księżyc rozmyty łzawą chmurą
Czuję jego blask tuż pod skórą
Kiedy znika, czuję się samotnie
Nie możemy porozmawiać
Ale to jest naprawdę nieistotne
Nie możemy porozmawiać
Ale to jest naprawdę nieistotne
Nie wiem, co zrobić,
by słowom sens umieć nadać
Pod ich ciężarem się nie uginać
Przestać się w pół składać
by słowom sens umieć nadać
Pod ich ciężarem się nie uginać
Przestać się w pół składać
Księżyc wiedział, gdyż swym odbiciem
Opisywał moje dotychczasowe życie
Byłam słońca lustrem
Patrząc w swe oczy
Takie puste
Opisywał moje dotychczasowe życie
Byłam słońca lustrem
Patrząc w swe oczy
Takie puste
Przyklaskuję w myślach swoim wypocinom, ale czuję, że moje słowa zabiją ich moc.
Niektórym rzeczom nie należy nadawać prawa do głosu. Dla nas samych najlepiej by było zaszyć im usta szwami i czekać, aż sami dojrzejemy, żeby móc te szwy wyjąć. Jakichkolwiek blizn by to nie zostawiło.
Niektórym rzeczom nie należy nadawać prawa do głosu. Dla nas samych najlepiej by było zaszyć im usta szwami i czekać, aż sami dojrzejemy, żeby móc te szwy wyjąć. Jakichkolwiek blizn by to nie zostawiło.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz